Wiecie...po kilku złych latach zatroszczyłam się o siebie. A raczej staram się ciągle to robić...
Zawsze patrzyłam na innych, co pomyślą, powiedzą. Próbowałam dogadzać nawet tym, którzy mnie mieli w dupie. Skończyło się w końcu "prawie" rozpadem małżeństwa mojego, depresją, nerwicą i terapią, na która nadal chodzę.
Po długiej walce znów zaczęłam wychodzić do ludzi, zauważać, ze mimo wszystko jestem akceptowana. Jak to moja koleżanka z terapii powiedziała: "zmieniłaś nastawienie". W końcu!
Otaczam się ludźmi, którzy mają na mnie dobry wpływ i widzę, że ja taki sam mam na nich. Mniej się przejmuję tym, czy ktoś mi dupę obrabia czy nie...skoro to robi-to musi mieć bardzo nudne swoje życie.
Zaczęłam nawet biegać...Tak! Ja i bieganie ;) I wiecie co? polubiłam to. Bieganie z ludźmi - ok, ale najbardziej lubię zapiąć pas, zabrać psa i uprawiać dog-trekking :) Uuuuwielbiam!
Zaczęłam nawet biegać...Tak! Ja i bieganie ;) I wiecie co? polubiłam to. Bieganie z ludźmi - ok, ale najbardziej lubię zapiąć pas, zabrać psa i uprawiać dog-trekking :) Uuuuwielbiam!
Tak mnie to zafascynowało, że z nadmiaru dostałam zapalenia stawu - masakra jakaś. No ale z moim charakterem to norma... biegałam za dużo, za często i za dalekie trasy. No i stopa się mi przeciążyła...
Ale o tym więcej w kolejnym poście:)
Ale o tym więcej w kolejnym poście:)
Ważne by znaleźć czas dla siebie, by osuszyć głowę z codziennych problemów, by zawalczyć o siebie!

Komentarze
Prześlij komentarz